Historia rasy

Większość ludzi widząc świętego kota birmańskiego jest zachwycona jego urodą, ale niewielu z nich wie, że patrzy na kota z bogatą historią i związaną z nim przepiękną legendą.

Świety kot birmański przybył do nas z odległych rejonów Birmy (Indochiny), gdzie ludność głęboko wierzy w reinkarnację dusz połączoną z ich głębokim szacunkiem do buddyjskich duchownych. W buddyzmie dusza ludzka nie wędruje do nieba lub piekła jak w religii chrześcijańskiej. Przenosi się tylko do innego ciała – człowieka lub zwierzęcia. Gdzie dusza po śmierci znajdzie swoje nowe ciało, zależy od uczynków i stopnia doskonalenia swojej duszy poprzez medytacje, modlitwę i dobre uczynki. Poprzez wielokrotne reinkarnacje dusza ludzka może się doskonalić by być coraz lepsza, naprawiać błędy, które popełniła w poprzednich wcieleniach. Gdy jest „czysta” i doskonała osiąga kres – stan nirwany. Stan, który możemy określić jako uczucie niezmąconego, najwyższego, bezkresnego szczęścia.

Legenda związana jest nierozłącznie z Kittah – buddyjskimi duchownymi Khmerów (cywilizacja Khmerów osiągała swój rozkwit pomiędzy 8 w.n.e a 15 w.n.e), którzy byli prześladowani przez Indyjskich Braminów. Ok. 1800 r.n.e., w wyniku prześladowań Khmerowie uciekli w północne góry, gdzie zbudowali Świątynię Lao-Tsun (Siedziba Bogów) poświęconą Bogini Tsun Kyan-kse. Złota Bogini o szafirowych oczach otoczona była wiernymi kapłanami oraz setką białych kotów o złocistych oczach. To ona była opiekunką wędrujących dusz, która dawała Kittah siłę ich odrodzenia w ciałach świętych kotów, lub gdy uznała, że dusza zmarłego uzyskała „najwyższy stan” na jej rozkaz świątynne koty przenosiły ją na kres wędrówki – nirwanę.

We wspomnianej świątyni kapłanom Kittah przewodniczył Wielki Lama o imieniu Mun-Ha. Spędzał on całe dnie na modłach do Bogini oraz oddawał się nieustającej kontemplacji. Przy jego boku zawsze wiernie towarzyszył świątynny kot Sihn.

Pewnej nocy grabieżcy stanęli u bram Świątyni Lao-Tsun. Po staranowaniu wrót wtargnęli do środka, zabijając zatopionego w modłach Mun-ha. Świadkami tej tragedii byli mnisi, którzy z Mun-Ha oddawali się medytacji. W tym momencie stanęli oni zdezorientowani i pełni niepokoju o dalsze losy. Wtedy stał się cud, Sihn wskoczył na ciało zamordowanego Lamy i spojrzał z wyrzutem w szafirowe oczy Bogini, która swym oślepiającym złotym blaskiem rozświetliła całą komnatę. W jednej chwili futro Sihna stało się złote a pyszczek, łapki i ogon – ciemnobrązowe jakby osmagane boskim blaskiem, tylko końcówki łapek pozostały białe, tam gdzie stykały się z ciałem Mun-ha, symbolizując czystość mnicha. Oczy Sihna stały się głęboko szafirowe jak boskie oczy Tsun Kyan- kse.

Gdy przerażeni widokiem boskiego cudu grabieżcy ocknęli się, umknęli czym prędzej, pozostawiając świątynię nietknietą. Jeszcze następnego dnia cała świątynia była wypełniona złotym blaskiem, a wszystkie świątynne koty przybrały kolor Sihna wraz z boskimi oczami Bogini Tsun Kyan- Kse. Sihn był wciąż jak porażony, siedział w świątynnej komnacie nic nie jedząc i nie pijąc, aż po 7 dniach zmarł. Na życzenie Bogini dusza Sihna stała się jednością z duszą Mun-Ha, ponieważ kapłan nie umarł po to by żyć, ale po to, by doznać stanu – nirwany. Jego dusza stała się „czysta” i doskonała.

Jeszcze na początku XX wieku znana była klątwa, mówiąca że „kto posiądzie świątynnego kota, ten w oczach Bogini Tsun Kyan-kse stanie się nikczemnikiem, a jego dusza nigdy nie zazna spokoju”. Jako że według wierzeń kot Świętej Birmy był wcieleniem zmarłych mnichów, więc za jego wyniesienie poza mury klasztorne groziła kara śmierci.

Jak to bardzo często bywa, klątwa i kara śmierci nie uchroniła ani mnichów ani ich kotów przed „cywilizacją Zachodu”. W roku 1898, kiedy Birma była kolonią angielską, od ostatnich mnichów Kittah opowieść usłyszał Major Russell-Gordon. Zaintrygowała go ta opowieść na tyle, że zdobył informacje o położeniu świątyni. Według przekazów leżała ona na wschód od jeziora Incaougji, pośrodku Magaoung i Sembo, w pustynnym regionie rozległych gór, gdzie ich wysokie szczyty oraz klimat tam panujący były barierą nie do pokonania.

Według przekazów kocur i kotka zostały wyniesione przez zachłannego zakonnika i sprzedane dwóm oficerom angielskim za tyle złota, ile ważyły. Inna natomiast hipoteza głosi, ze zostały one wykradzione przez Majora Russella-Gordona i jego przyjaciela Augusta Pavie.

W ten czy inny sposób, w 1919 r. dwa święte koty birmańskie znalazły się na pokładzie statku płynącego do Europy. W czasie rejsu zostały odsprzedane amerykańskiemu milionerowi płynącemu do Francji – Vanderbitowi. Podróż przeżyła tylko kotka, kocur niestety nie przetrzymał trudów podróży. Na szczęście kotka Sita okazała się być w ciąży i już we Francji urodziła cztery kocięta. Otrzymały one przydomek Madalpour na cześć ich zmarłego ojca. I w ten sposób od tych czterech kociąt wywodzą się wszystkie linie hodowlane świętych kotów birmańskich na świecie.

Kocur Świętej Birmy-Dieu d’Arakan (1931 r.)
Zdjęcie zaczerpnięte z książki „The secrets of the Sacred Cat of Burma”

Święty kot birmański został uznany jako rasa w roku 1925 przez Federation of Feline Francaise na Wystawie Kotów Rasowych w Paryżu. Jednak prace hodowlane zostały zniweczone przez II Wojnę Światową. Tylko dwóch przedstawicieli świętej birmy przeżyło zawieruchę wojenną. Była to para Orloff i Xenia de Kaaba (wszystkie rodowody współczesnych kotów birmańskich można cofnąć do tych dwóch kotów).

Za wszelką cenę starano się w pełni przywrócić tą piękną rasę kota, drogą krzyżówek z persami, syjamami oraz kotami półdługowłosymi. Prace hodowlane nad jej przywróceniem trwały do 1955 r., kiedy to święty kot birmański został na nowo oficjalnie uznany za rasę.

Sekret świętości kotów birmańskich pozostanie na zawsze ich nieodgadnioną tajemnicą, ale pamiętaj – legendy zawsze zawierają cząstkę prawdy.